Ten tekst jest dla konkretnej osoby. Siedzi po osiem, dziesięć godzin, głównie przy biurku. Wieczorem czuje kark i krzyż. Wie, że powinna coś z tym zrobić, i próbowała — karnet, plan, pierwszy tydzień entuzjazmu, potem projekt w pracy i koniec.
Znamy to z Chotomowa aż za dobrze. Sporo osób, które do nas trafiają, ma za sobą kilka takich podejść.
Dlaczego dwadzieścia minut w ogóle ma znaczenie
Nie dlatego, że są warte półtorej godziny na siłowni — nie są. Mają znaczenie z trzech innych powodów.
Bo obejmują to, czego biurko nie obciąża. Siedzenie wygasza mięśnie głębokie tułowia i pośladki, a przeciąża kark i prostowniki grzbietu. Elektrostymulacja pozwala dotrzeć właśnie do tych wygaszonych struktur, i to bez konieczności nauczenia się najpierw, jak je świadomie napiąć.
Bo sesja odbywa się w kalendarzu, nie w postanowieniach. Umówiona wizyta w konkretną środę o osiemnastej ma zupełnie inną skuteczność niż zamiar „chodzenia na siłownię". To brzmi banalnie, ale w praktyce decyduje o wszystkim.
Bo prowadzi ją ktoś inny. Nie musisz układać planu, pamiętać, co było w zeszłym tygodniu, ani decydować o obciążeniu. Dla osoby, która przez cały dzień podejmuje decyzje, brak jeszcze jednej decyzji jest realną ulgą.
Czego można się spodziewać
Przy jednej sesji tygodniowo, prowadzonej regularnie przez dwa–trzy miesiące, u osoby wcześniej nietrenującej zwykle pojawia się:
- wyraźniejsze czucie tułowia i lepsza kontrola postawy przy siedzeniu
- mniejsze napięcie karku i obręczy barkowej
- poprawa siły i tolerancji wysiłku
- u części osób — zmniejszenie nawracających dolegliwości krzyża
Czego nie będzie: spektakularnej zmiany sylwetki bez zmiany diety, i kondycji tlenowej, bo tej elektrostymulacja nie buduje. Na to potrzeba ruchu o innym charakterze.
Uczciwie o częstotliwości
Branża lubi sprzedawać pakiety zakładające dwa albo trzy treningi tygodniowo. Przy elektrostymulacji całego ciała to nie jest zalecane. Skurcz jest silniejszy niż przy zwykłym ćwiczeniu, a mięśnie potrzebują wyraźnie dłuższej regeneracji — rekomendacje mówią o jednej, maksymalnie dwóch sesjach w tygodniu, z zachowaniem odstępów.
Dla osoby zapracowanej to akurat dobra wiadomość: raz w tygodniu to nie jest kompromis ani wersja minimum. To jest zalecana częstotliwość.
Czego EMS nie załatwi
Nie zastąpi tego, co dzieje się przez pozostałe sto sześćdziesiąt siedem godzin tygodnia. Jeśli ustawienie biurka wymusza wysunięcie głowy do przodu, żaden trening tego nie odkręci. Jeśli jedyny ruch w ciągu dnia to droga z parkingu do wejścia, jedna sesja nie zbuduje kondycji.
Dlatego przy takich osobach zawsze rozmawiamy o dwóch rzeczach poza samym treningiem: o stanowisku pracy i o tym, gdzie da się wcisnąć ruch bez zmiany trybu życia. Zwykle da się — schody zamiast windy, spacer przy rozmowie telefonicznej, dłuższe dojście z parkingu. To nie jest efektowne, ale sumuje się bardziej niż jakikolwiek zabieg.
Jak zacząć
Pierwsza wizyta to wywiad, ocena postawy i sprawdzenie, czy nie ma przeciwwskazań. Potem sesja z obniżoną intensywnością, żeby zobaczyć, jak reagujesz.
Jesteśmy w Chotomowie, kilka minut od Legionowa i Jabłonny, więc dla większości osób dojazd nie wymaga wyrywania z dnia dodatkowej godziny. Przy dwudziestominutowym treningu to akurat ma znaczenie.
Źródła
- Kemmler W., Fröhlich M., von Stengel S., Kleinöder H. (2016). Whole-Body Electromyostimulation – The Need for Common Sense! Rationale and Guideline for a Safe and Effective Training. Deutsche Zeitschrift für Sportmedizin.
- Kemmler W. et al. (2018). Effects of Whole-Body Electromyostimulation on Low Back Pain. Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine.